niedziela, 1 maja 2016

Start w ‘biegu na orientację’?

     Zacznijmy jednak od początku. Biegi na orientację to sport, który oprócz sprawności fizycznej wymaga również ciągłej koncentracji, opanowania symboli i kodów znajdujących się na mapie, czucia kierunków świata i umiejętności wizualizowania rzeźby terenu. Nie wystarczy zatem wziąć mapę i biec ;)
     
Podstawowe wyposażenie
     Do wyposażenia orientalisty zazwyczaj należy sportowy kompas (sportowe kompasy są stabilniejsze niż turystyczne), opisownik (pokrowiec na rękę, w którym można zamieścić opisy kodów i punktów), chip (niewielkie urządzenie na palec pozwalające przechować informację o punktach, które odwiedziliśmy), mapa (bogata w szczegóły, dostajemy ją już po starcie), długie ubranie najlepiej z dederonu (często zdarza się, że najlepszy wariant biegu prowadzi przez jeżyny).


Autor: Pepesz

     Przygodę z tym sportem najlepiej zacząć w wieku kilku / kilkunastu lat. Jesteśmy w stanie wyrobić sobie dobre nawyki i mamy czas żeby stopniowo uczyć się na coraz trudniejszych mapach. Jeśli zaczynamy później to po prostu w szybszym tempie musimy nadrobić zaległości J

     Mój pierwszy kontakt z mapą leśną nastąpił w październiku 2015. Miałam za sobą trzy biegi miejskie i dałam się namówić na bieg leśny UNT SCUP ‘Sto dołów’ (odezwał się mój tupet ‘po mieście biegam, to w lesie nie dam sobie rady?!’). 
Pierwszym szokiem była mapa. Nic nie wyglądało tak, jak w mieście. 
Drugim szokiem było bieganie ‘po kresce’/ przez krzaki/ przez wyrąbiska, a nie po ładnej, szerokiej drodze. 
Trzecim i właściwie największym, że jak się zgubię to żadna nawigacja nie powie mi gdzie jestem. Wyniki mówią same za siebie. Póki na punktach 5 – 9 trzymałam się za kimś było szybko i łatwo. Jak zostałam sama zaczęły się schody, błądzenie i pytanie przypadkowych osób gdzie jestem. 
Niemniej jednak dobiegłam … w czasie 2x dłuższym niż Kabanosos i Iwona. To nie był rozsądny początek z leśnym bno. 

     Ten rozsądny nastąpił w styczniu 2016 na treningu ABC OK!Sportu. Doświadczona koleżanka (Iwona) biegła ze mną pierwszą pętlę. Na początkowych 3 punktach tłumaczyła mi mapę na rzeczywistość, która była wokół nas :
Zobacz, na mapie masz taką obwódkę – to poziomica, tam jest wzniesienie (1). Zobacz, na mapie masz takie żółte, małe plamki – to małe polanki (2). Zobacz do następnego punktu prowadzi nas takie długie jajko – czyli musimy biec grzbietem i punkt będzie na jego końcu (3).’ 

Fragment mapy Pogorzel
 Kolejnym etapem było przerzucanie inicjatywy na mnie. To ja musiałam na każdym punkcie wytłumaczyć w którą stronę biegniemy i co będziemy mijały po drodze. Przez 2 kolejne punkty mogłam jeszcze liczyć na pomoc i tak zwane ‘koło ratunkowe’ czyli wskazywanie, gdzie dokładnie jesteśmy na mapie. Na kolejnych Iwona nabrała wody w usta i odezwała się dopiero jak wybiegłyśmy poza mapę ;) Nie sądziłam, że umiejętność odnalezienia się na mapie jeszcze kiedyś mnie uratuje. 

Pierwsza pętla z instruktorem zrobiona! Kolejną robiłam samodzielnie. Na każdym punkcie wyobrażałam sobie, że Iwona ciągle jest obok i że muszę tłumaczyć jej swoje zamiary. Bez kół ratunkowych nie było łatwo.


     Jeśli ktoś zaczyna to warto to robić w parze. Swoją drogą… ciekawie byłoby wrócić na swoją pierwszą trasę (Sto dołów) i porównać odczucia nowicjusza i obecnego żółtodzioba J A Wy gdzie zaczynaliście?

1 komentarz:

  1. Ja zaczęłam w gimnazjum na mistrzostwach Mazowsza do pierwszego punktu 54 trafiłam wręcz idealnie, ale... skąd miałam wiedzieć, że to mój punkt więc odbiegłam. Trafiając kilka razy na ten sam punkt w krzakach. Zatem po kilku nabiegnięciach stanęłam i popatrzyłam co mi Weronika nakleiła na rękę: 1... 2... 3... jakieś znaczki... 54... 54? patrze kod na punkcie 54. Pomyślałam chyba mój ... podbiłam i pobiegłam dalej, ale starta 50minut na 1 punkt zadecydowała o miejscu :D

    OdpowiedzUsuń