środa, 30 listopada 2016

Precel TV: GEZnO okiem amatora!


Precel TV: GEZnO okiem amatora!
Popularne GEZno czyli Górskie Ekstremalne Zawody na Orientację. Chociaż moja amatorska przygoda z biegami na orientacje nie trwa nawet rok to legendy o tych zawodach słyszałam niejednokrotnie.

Jeszcze rok temu, biorąc pod uwagę moją kondycję sprzed roku (czyli jej brak) w życiu nie pomyślałabym, że mogłabym przebiec więcej niż 15 km, ba na pewno nie....70 km w 2 dni!!!
Pytanie: Co się stało, że jednak przebiegłam?

01.01.2016 - nowy rok i jak to w nowym roku bywa są i nowe postanowienia. Jedni chcą schudnąć, inni przytyć. Ktoś planuje uczyć się języków a ja postanowiłam na dobre wrócić do aktywności fizycznej i regularnego uprawiania sportu po prawie 1,5 roku przerwy. Czy się udało?
Pierwszy krok: start za namową Iwony w popularnych miejskich zawodach na orientacje, karnet na siłownie i rozbieganie raz w tygodniu. Tak mijały tygodnie a ja na dobre znów wkręciłam się w aktywność fizyczną. Głównie jednak wybierałam siłownie i wszelkiego rodzaju organizowane zajęcia na niej, ale raz w tygodniu nadal znajdowałam czas na tradycyjne rozbieganie. Oprócz tego startowałam w zawodach na orientację oczywiście bez większych sukcesów, ale mimo to sprawiało mi to wielką radość.

wtorek, 15 listopada 2016

GEZNO 2016

GEZNO – kiedy zaczynałem przygodę z biegami na orientację wiele razy słyszałem to słowo wypowiadane z pietyzmem i odrobiną lęku. Dopiero później któryś z doświadczonych klubowiczów wytłumaczył mi o co chodzi… dwudniowe zawody na orientację rozgrywane w górach na bardzo długim dystansie - obrazu dopełniały legendy o wielu godzinach spędzonych w górach, odwodnieniach, kontuzjach, przemęczeniach - nie moja bajka.
Z takim nastawieniem do GEZNA  mijały kolejne lata mojej przygody z orientacją... aż do 29.10.2016r. Piękny słoneczny weekend spędzony na działce przerwał telefon od Iwony pytanie – „Co robisz w długi weekend 11-13 listopada”… szybki rachunek sumienia – miałem wystartować w Biegu Niepodległości łamiąc nieszczęsne 33 min. Wrzesień upłynął na przygotowaniach do tego startu, niestety październik to przeplatanka praca/choroba i z przygotowań nici (przynajmniej wstrzeliłem się z roztrenowaniem).

piątek, 30 września 2016

Trening zastępczy

Nie samym biegiem żyje człowiek, a gdy przychodzi czas przymusowego odpoczynku to ciężko wysiedzieć w jednym miejscu i nic nie robić. Jednak czasem trzeba, szczególnie że od kilku miesięcy treningi były ciężarem a nie przyjemnością. Zastanawiało mnie czemu każdy trening nawet najmocniejszy, każde zawody kończę wręcz nie zmęczona? Czemu nie mogę dać z siebie 100%? Jak to jest, że na ostatnich metrach do mety nie jestem w stanie walczyć o zwycięstwo?
Cały czas zrzucałam to na zmęczenie, ciężki obóz, małą ilość snu, ciągłe podróże, ale to niestety nie było to. Wszystko się kumulowało od bodajże maja, aż do leukopenii i anemii. Trzeba zatem zrobić reset. :)
3 godziny później na treningu strzeleckim
Trening strzelecki to dla mnie najlepszy sposób po "okresie leżakowania" do powolnego powrotu formy. Mogłoby się wydawać, że leżenie z bronią wcale nie męczy, ale to nie prawda!!!! Też tak kiedyś myślałam, ale przekonałam się na własnej skórze, że po jednym treningu boli po prostu wszystko. Co najważniejsze w treningu to wytrzymałość mięśniowa, a do tego długa droga i ciężka praca. Najpierw trzeba znaleźć postawę, która pozwoli na stabilizację broni, potem powolna praca nad wyeliminowaniem błędów i oczywiście bystre oko.  Pamięć mięśni, układu dłoni, położenia broni w stosunku do ciała, ustabilizowanie postawy itp i tak w kółko :) Pozycja wcale nie należy do najwygodniejszych, ale jak to mówią "Nie musi być wygodnie. Musi być skutecznie"

poniedziałek, 5 września 2016

NKL Warszawa – otwarty nabór

Szanowny orientalisto, Szanowna orientalistko,

wychodząc naprzeciw oczekiwaniom środowiska ogłaszam otwarty nabór do nowo powstałego klubu NKL Warszawa. ;) 

Jeśli:
- ominąłeś punkt
- zaliczyłeś NKL
- narobiłeś sobie wrogów w klubie
- jesteś obiektem żartów i drwin
Może być tylko gorzej. Orientacja nie wybacza i orientacja nie zapomina. Ślad z GPS i NKL przy nazwisku przetrwają dłużej niż Wielka Orkiestra Owsiaka.
Jeśli:
- masz dosyć wypominania TYCH zawodów i TEGO punktu
- czujesz w sobie sportową złość
- obiecujesz dożywotnie skupienie i natychmiastową poprawę
daj znać i dołącz do mnie. W ciągu roku będziemy najliczniejszym klubem w Polsce, skupiając pasjonatów, medalistów MP i reprezentantów Polski.

To ogłoszenie to oczywiście ŻART. Niemniej jednak NKL przy klubowej sztafecie stał się faktem, a całą niechlubną zasługę można przypisać Ślusarczyk. Jak już zaczyna jej się wydawać, że coś łapie, że coś rozumie pojawia się TO -> nkl. Nie ma co się dziwić skoro Żółtodziób prezentuje biegowy poziom seniorki, techniczny juniorki i doświadczenie dziecka starszego.

Koledzy i koleżanki z OK!Sport kolejna sztafeta klubowa, o którą mam nadzieję, że będę walczyła dopiero za rok. Wierzę, że do tego czasu przetrawicie. Wierzę, że wybaczycie. Bo o puszczeniu w niepamięć raczej nie mam co marzyć.

wtorek, 23 sierpnia 2016

Mistrzostwa Świata bez fajerwerek


Bezsilność to najgorsze uczucie w sporcie. Dopadło i mnie niestety na Mistrzostwach Świata w Szwecji. Na szczęście nie było tego widać dla kibiców z Polski. Dzięki relacji GPS można było śledzić poczynania kropki przesuwającej się po mapie i tak się właśnie czułam na tych mistrzostwach, jak mała kropka. Nie było mocy, nie było walki, było tylko rzeźbienie w czymś czego nie było. Nastawienie przed MŚ bojowe jak rok temu, ale coś nie zagrało jak należy. W 2015 była super moc, czułam że latam, czułam że mogę wszystko, czułam, że mogę nadrobić każdy błąd.... teraz było tylko nastawienie i rzeźbienie finiszu.

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

OOcup - nowe doznania orientalisty



Wyjazdem żyłam już od kilku tygodni. Mniej ważne było 5 dni biegania, 3 kraje, hardy teren. Ważniejszy był tydzień urlopu z ludźmi, których uwielbiam i z którzy zarazili mnie pasją.

Naturalnym odruchem dla nas po kilku godzinach spędzonych w samochodzie był chill, przejrzenie miasteczka, obiad i bieganie... Ot takie zwyczajne, niehamowane przemieszczanie się gdzieś przed siebie, gdzieś w stronę gór. Ta chęć zaprowadziła mnie i Kubę pod skocznię, a obiekty w Planicy są na prawdę imponujące. Na dole wahaliśmy się tylko sekundę bo w kolejnej już wspinaliśmy się po schodach na belkę startową. Patrząc w dół podziwiałam skoczków, ich odwagę, automatyzm i opanowanie. Wybrali sport, w którym do perfekcji należy opanować 5 sekund swojego życia. 5 sekund, w ciągu których zjeżdżają, odbijają się, lecą i lądują. Sport tak odmienny od wolności biegania, wolności wyboru wariantu, rozmaitości rzeźby terenu. Bez dwóch zdań - wybieram bieganie :)

poniedziałek, 11 lipca 2016

Wawel Cup czyli pierwsza pięciodniówka "żółtodzioba"

Jeśli ktoś pół roku temu powiedziałby mi, że będę biegała na przełaj po lasach.
Zaśmiałabym się.
Jeśli ktoś pół roku temu powiedziałby mi, że będę przedzierała się przez bagna i pokrzywy. Zaśmiałabym się.
Jeśli ktoś pół roku temu powiedziałby mi, że będę zbiegałam po urwiskach skalnych.
Zaśmiałabym się.
Jeśli ktoś pół roku temu powiedziałby mi, że będę takie rzeczy robiła ze skręconą kostką.
Nie przestałabym się śmiać przez długi, długi czas.

A jednak :)

Foto: Robert Zabel
Decyzję o starcie w Wawel Cup podjęłam grubo ponad miesiąc temu. Czynnik przekonujący był dosyć prosty: 5 dni biegania z mapą, 5 dni myślenia wariantami, 5 dni bezcennej nauki, a w tym wszystkim 1 bieg miejski.

Wyjazd nie obył się bez niespodzianek.... Gdy zbliżaliśmy się do Krakowa nawigacja zasugerowała odbicie na zachód i mniejszymi drogami ominięcie korkującego się wjazdu do miasta. Szacowany czas przyjazdu 14:09, godzina zerowa startu 15:00. Brzmi sensownie. Problem pojawił się gdy w trakcie przejazdu tymi 'mniejszymi dróżkami' padła bateria w moim telefonie, a Krystiana nie mógł złapać sygnału GPS.... historia powtórzyła się jeszcze 15 minut później i tak o to z szacowanej godziny 14:09 zrobiła się 14:44. Niemniej jednak dojechaliśmy :)