Bezsilność to najgorsze uczucie w sporcie. Dopadło i mnie niestety na Mistrzostwach Świata w Szwecji. Na szczęście nie było tego widać dla kibiców z Polski. Dzięki relacji GPS można było śledzić poczynania kropki przesuwającej się po mapie i tak się właśnie czułam na tych mistrzostwach, jak mała kropka. Nie było mocy, nie było walki, było tylko rzeźbienie w czymś czego nie było. Nastawienie przed MŚ bojowe jak rok temu, ale coś nie zagrało jak należy. W 2015 była super moc, czułam że latam, czułam że mogę wszystko, czułam, że mogę nadrobić każdy błąd.... teraz było tylko nastawienie i rzeźbienie finiszu.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą orientering. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą orientering. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 23 sierpnia 2016
poniedziałek, 11 lipca 2016
Wawel Cup czyli pierwsza pięciodniówka "żółtodzioba"
Jeśli ktoś pół roku temu powiedziałby mi, że będę biegała na przełaj po lasach.
Zaśmiałabym się.
Jeśli ktoś pół roku temu powiedziałby mi, że będę przedzierała się przez bagna i pokrzywy. Zaśmiałabym się.
Jeśli ktoś pół roku temu powiedziałby mi, że będę zbiegałam po urwiskach skalnych.
Zaśmiałabym się.
Jeśli ktoś pół roku temu powiedziałby mi, że będę takie rzeczy robiła ze skręconą kostką.
Nie przestałabym się śmiać przez długi, długi czas.
A jednak :)
Decyzję o starcie w Wawel Cup podjęłam grubo ponad miesiąc temu. Czynnik przekonujący był dosyć prosty: 5 dni biegania z mapą, 5 dni myślenia wariantami, 5 dni bezcennej nauki, a w tym wszystkim 1 bieg miejski.
Wyjazd nie obył się bez niespodzianek.... Gdy zbliżaliśmy się do Krakowa nawigacja zasugerowała odbicie na zachód i mniejszymi drogami ominięcie korkującego się wjazdu do miasta. Szacowany czas przyjazdu 14:09, godzina zerowa startu 15:00. Brzmi sensownie. Problem pojawił się gdy w trakcie przejazdu tymi 'mniejszymi dróżkami' padła bateria w moim telefonie, a Krystiana nie mógł złapać sygnału GPS.... historia powtórzyła się jeszcze 15 minut później i tak o to z szacowanej godziny 14:09 zrobiła się 14:44. Niemniej jednak dojechaliśmy :)
Zaśmiałabym się.
Jeśli ktoś pół roku temu powiedziałby mi, że będę przedzierała się przez bagna i pokrzywy. Zaśmiałabym się.
Jeśli ktoś pół roku temu powiedziałby mi, że będę zbiegałam po urwiskach skalnych.
Zaśmiałabym się.
Jeśli ktoś pół roku temu powiedziałby mi, że będę takie rzeczy robiła ze skręconą kostką.
Nie przestałabym się śmiać przez długi, długi czas.
A jednak :)
![]() |
| Foto: Robert Zabel |
Wyjazd nie obył się bez niespodzianek.... Gdy zbliżaliśmy się do Krakowa nawigacja zasugerowała odbicie na zachód i mniejszymi drogami ominięcie korkującego się wjazdu do miasta. Szacowany czas przyjazdu 14:09, godzina zerowa startu 15:00. Brzmi sensownie. Problem pojawił się gdy w trakcie przejazdu tymi 'mniejszymi dróżkami' padła bateria w moim telefonie, a Krystiana nie mógł złapać sygnału GPS.... historia powtórzyła się jeszcze 15 minut później i tak o to z szacowanej godziny 14:09 zrobiła się 14:44. Niemniej jednak dojechaliśmy :)
czwartek, 23 czerwca 2016
Mazurskie Tropy 2016
Budzik 5:00 rano, sobota, 11/06. czy ja idę do pracy? o co
chodzi?! aaaaa! tak! już wiem:) Mazurskie Tropy czekają na zdobycie!
Kawa, to i tamto, karimata, co tam jeszcze? aaa! kompas! no to by była niezła
wtopa... Jedziemy. droga pusta, załoga w komplecie.
Nawiady. Okolice słynnej Krutyni. Start za godzinę. Tym razem krótki, jak na piesze
maratony na orientację dystans, 25km.
Dobry humor, znajome twarze (a może raczej nogi?;)) ),
nic tylko biec i się cieszyć. Są i mapy. Sekundy na przemyślenie trasy. Na 25 km wielkiej filozofii nie ma. Jak
biegniemy? z lewej czy z prawej? Krótkie konsultacje jak się dostać do
pierwszego punktu i w drogę. Start. Ruszam z Iloną, Martą i Krysią. Chcemy
oderwać się od całego peletonu. Kusi żeby biec szybko choć to nie jest
najlepsza taktyka na długi dystans. ale co tam! Wiatr we włosach. Po kilku kilometrach jest nas
garstka. Mapa gra. I dobrze bo to turystyczna 50tka, na szczęście organizator
wybiera dobre mapy. Compass nie zawodzi. Punkt łapiemy w 3 osoby (potem się
okaże, że to był zdobywca 2 m-ca w M, Romuald, zdobywczyni 1szego w K, Ilona, i ja). Już na tym
etapie ucieka nam zwycięzca i jak się okaże nie będziemy mieli już z nim więcej
kontaktu na trasie. Dookoła wspaniały, pofałdowany, raz lepiej raz gorzej
przebieżny, świerkowy, mazurski las. Trochę tniemy po mchach, porostach i jagodzinach, ale większość drogami
leśnymi. Punkt nad brzegiem jeziora nie sprawia kłopotów, biegniemy dalej,
już tylko we dwójkę. Atakuje nas raz słońce raz deszcz. Na szczęście nie duży.
Ażurowy, biało-żółto-czarny dederonik sprawdza się świetnie. Kolejny punkt wpada łatwo. Zabagnioną
łąkę pokonujemy trudno odnajdywalną groblą tym przyjemniej zachować wciąż
suche stopy. Nie na długo. Następny PK usytuowany na przepuście
na jednym z kilku leśnych bagiennych kanałów nie tylko moczy mi nogi ale i
skutecznie mnie osamotnia. Rozeszliśmy się w poszukiwaniu punktu i od tej pory
jestem zdany na siebie. O Marszałek! Masz za swoje!, teraz zobaczymy co z
ciebie za orientalista.
niedziela, 5 czerwca 2016
Co żółtodziób powie po sprincie....
Były Mistrzostwa Polski w longu -> była relacja.
Były Mistrzostwa Polski w sprincie -> jest relacja.
Życie z jednej strony wypełnione jest rutyną, z drugiej poddaje się niespodziankom...
Sprint miejski rządzi się swoimi prawami. Musisz być szybki, musisz dobrze czytać mapę, musisz umieć czytać ją na dużej prędkości, musisz odizolować się od 'przeszkadzaczy' (osób biegających inne kategorie) i wreszcie musisz być niesamowicie skupiony. Minimalny błąd oznacza sekundy straty, które później ciężko jest odrobić. W lesie wybranie gorszego wariantu i strata 30-40 sekund wydaje się do zniwelowania. W mieście przekreśla wszystko.
Na starcie indywidualnym zapłaciłam 'frycowe' lub 'świeżakowe'. MP w sprincie miały być pierwszymi zawodami na orientację gdzie sama od siebie wymagałam całkiem dużo i sama na siebie nakładałam presję.
Były Mistrzostwa Polski w sprincie -> jest relacja.
Życie z jednej strony wypełnione jest rutyną, z drugiej poddaje się niespodziankom...
Sprint miejski rządzi się swoimi prawami. Musisz być szybki, musisz dobrze czytać mapę, musisz umieć czytać ją na dużej prędkości, musisz odizolować się od 'przeszkadzaczy' (osób biegających inne kategorie) i wreszcie musisz być niesamowicie skupiony. Minimalny błąd oznacza sekundy straty, które później ciężko jest odrobić. W lesie wybranie gorszego wariantu i strata 30-40 sekund wydaje się do zniwelowania. W mieście przekreśla wszystko.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


